Piaskiem w oczy

Information

This article was written on 06 cze 2010, and is filled under Alter ego.

Przywilej Filozofów

aaaaaaNo to jestem, niby diabeł swoją kościstymi barkami straszący dzieci. Me marzenia, które od kiedyś zdarzały się, stały się po raz kolejny zabawnym elementem układanki kogoś innego. No to ja patrzę na to wszystko, niby swoimi prawdziwymi oczyma i myślę – co ja tu…. robię? Przeistoczony, zdenerwowany na wszystko to, co mnie otacza i co siłą rzeczy przekonuje mnie, że tak nie jest, że nie wszystko musi działać tak, jak ja tego chcę, umieram tak po prostu na siebie, na własną ludzką bezsilność. Sterany jakością sobotniego wyjścia na balkon, po tym jak ktoś pod moim oknem krzyczy – Kamil, nie rób mi tego. Głos ten damski wydaje się być, nijaki inny. Wdycham ich słowa, wraz z wilgotnym nocnym powietrzem. Nie przeproszę ich za to, bo po co? Przecież nie wiedzą, że ktoś ich słyszy. To nic, że później ten sam facet, przykryty asfaltem, odkrywa nad sobą radiowóz, a ja odwracam się na drugi bok, bo to przecież nie moja sprawa. Pojechali, a nocne miłości zniknęły gdzieś jak duchy.
Jeżeli mocno wierzysz, podaruj mi swoją wiarę, bo ja nie wierzę już w nic. Nawet Ci co starają się nosić nad sobą aureolę świętości, zieją większą nienawiścią do świata, niż ja do własnego sumienia. Bo nikt nie wybacza już, ja ubrany w nowoczesny teflon różnorakich mód i konwenansów, nie zdaję sobie sprawy z tego, że jestem trybikiem w planie bezładnego chaosu, zwanego życiem na planecie ziemia.
Dręczę wszystkich sobą do grobowej deski, roztaczając nad wszystkim aureolę zagadania. Wpływam w tajemnice drobne, w myśli skutecznie zniewalane przez rozochocone wiejskie sceny, w których racja zawsze jest po jednej stronie.
Odkrywasz moje karty przed moimi oczyma, przepraszam, mnie tu nie ma. Codziennie przychodzą i odchodzą, a później znów wmawiają nam, że równość i sprawiedliwość i jej prawo wygląda inaczej niż nam się do tej pory wydawało. To ja przepraszam i znowu wychodzą, bo co czynią autokary jadące w jednym kierunku, w naszą ziemię świętą, gdzie nawet na dworcu miast ławek, krzesełka zamontowano, by bezdomni, włóczęgi nijakie wyglądu miasta, biznesu świętego nie psuły. Wychodzi taki później, który nie zmieścił się w reformie naszego kraju, bądź nie chciał (tak też zdarzyć się może) i psuje szczęście niepojęte, za które ja i my wszyscy dziękować musimy i powinniśmy – bo wróg czuwa, wróg na traktorach, wróg w kwotach mlecznych, wróg polskości, Maryi jedynej dziewicy, do Ojca należącej w tym kraju. Bo nie ma córki bez Ojca. Nie ma Ojca bez przekazu pocztowego i numeru konta. Bo cały porządek do tego się sprowadza, że władza to kasa, a kasa to władza.
Bałagan w mojej głowie, bo nie wiem czy ja wychowany komunista, radykał, pacyfista, a może gorzej i anarchista. Nie rozróżniają, wrogiem nazywają, Bogiem zasłaniają, trefne swe decyzje a ja sam znowu przeciwko wszystkim, bez wpłaty, bez masy różnorakich zdradzieckich myśli, wprost się nazwać sam muszę – terrorysta. Terrorysta ludzkich myśli, terrorysta własnych błędów – niesłusznie przypisanych mi wad, zwolennik grzechu, pieprzu i soli. Niech się zrymuje… w tym kraju coś się wyraźnie …li. Li tylko wskazywać się nauczyli, tego skasować, tamtą zamknąć W tej wsi, już tylko chcę być twoim psem. Dziecko w mojej głowie kolejny raz wywlekło na wierzch smutne fakty i artefakty polskiej Sarmacji, polskiej myśli rolniczej. Polskiej ligi rodziny, Bogu ducha winnym ludziom wkładam w usta myśli, powtarzam realistyczne sny… snu na jawie….
I wstał, obudził się Sokrates, myśliciel taki. Nie, nie pijak z Samotraki, nie pijak z wagonu a filozof, człowiek mędrzec, nauczyciel ludu, przewodnik – i tak do mnie szepnął, gdy wyraźnie pijany byłem, zachwycony swoją wizją współczesności – „Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.”

I uśmiechnął się Fryderyk Nietzsche – Nie zastanawiaj się, czy to, co mówi filozof, jest prawdą, lecz spytaj, jak doszedł do tego, że to jest prawda.

Dodaj komentarz