Piaskiem w oczy

Information

This article was written on 25 gru 2012, and is filled under Alter ego.

Current post is tagged

Jest takie coś co nie daje mi spać

sen3Rozczarowałaś mnie wczoraj. Z duchem czasu zachowywałaś się różnie, czasem udawałaś, że jesteś moja, a czasem stawałaś się nami wszystkimi. Byłaś tam i byłaś tu. Nigdy tam gdzie powinnaś. Ja stoję z boku i przypominam sobie te chwile z tobą spędzone. Z tych ran wypływające wszystkie przyczynki by stać się prawdą, by ostatecznie rozwiązać ten problem. Ci wszyscy wtedy za śmiesznymi pasami, nie byli nami, byli żydami. Teraz też pewnie nie będę tym kim jestem, będę tym kim chcą bym był. Oni stworzą nowe prawdy oczywiste, znowu karać będą prawdy rzeczywiste. Znowu starać się będę przepraszać w imię Jego. Ukryty w czeluści prawdy przyzwalam im na to, bym śmiechem ich powalał niemym. Skazywałem miliony, ratowałem jednostki. Krzyczałem, patroszyłem, łajdaczyłem, nigdy jednak tak jak teraz nie powtarzałem prawdy stojącym w oknie przechodniom. Nigdy nie starałem się poznawać dnia przed zmierzchem, ani jego po czynach. Nie wierzyłem i nie wierze w krótki film o życiu i ciszę w eterze. Stąd już chwila do czasów w których prawda miesza się ze śmiechem, żyd z czarnookresem. Na potrzeby Madonny nowy most przestawią nad krzyże, a krzyże spłoną w imię nieleciwe. Skąd wiesz, że idziesz, gdy brzuch już masz spasiony, gdy śmieją się z Ciebie wielkie, ciekawe i wszystko wiedzące matrony.

Okrutnie umęczony, zmęczony, jak mój krajan przechadzam się i mówię – te miliony, to nie ony były nami, one nie byli ludźmi, one były żydami. Przepraszamy, bo przepraszać wypada. Przeprasza więc Niemiec, Austriak i jego autostrada. Skądś się wzięła krzykliwa postmodernistyczna kanonada, swawolnych określeń, zwodzonych powiedzeń, obraźliwych gestów, miłosnych uścisków. Ich było milion, nas pięć, nas sześciuset a jeszcze jeden był sam. Nie musieli krzyży rozpalać, nie musieli mnie sprzedawać. Wystarczyło by ich niewielu przypomniało sobie o nas, o wielu.

Tedy powiadam wam, ukląkł starzec, wskazał palcem na morze. Obok niego siedziałem Ja, patrzyłem w niebiosa, obolały w krzyżu. Cicho cichutko wpatrywałem się w niego. Miałem nadzieję, ze powie choć słowo. On milczał. Milczał jak przeklęty.

Byłem, krzyczałem z bólu ciągle jednak paliłem. Patrzyłem przyglądałem się i widziałem i wiedzę. Wciąż dymi. Wciąż pali. Śmiechu pustki gdzieś w oddali. Niebo za tych co odeszli ukoronowane. Chociaż krzyży setki wokół ciągle powstaje, nie powstaje czas wreszcie prawdziwy Umierasz co dzień, choć kochało Cię wielu. Kocham cię tedy i Ja, nie mogąc uwierzyć – głupców wielu, mądrych setki a przeciętnych miliony.

Dodaj komentarz