Piaskiem w oczy

Information

This article was written on 15 lis 2010, and is filled under Alter ego.

Historia Hrabalem pisana

„Jest słowo, jedno jedyne słowo, którego nie ma w języku ludzi, a które było. I to jest Niewypowiedziane Słowo, którego żaden człowiek nie może mówić ani słuchać. Ale czasami, zdarza się to rzadko, czasami gdzieś jeden spośród ludzi odkrywa to słowo. Odkrywają je na kawałkach manuskryptów, lub wyryte na fragmentach starych kamieni. A kiedy je mówią są skazani na śmierć. Nie ma na świecie żadnego innego przestępstwa, które karałoby się śmiercią z wyjątkiem zbrodni wypowiadania Niewypowiedzianego Słowa.

Ayn Rand – Hymn

Czasem niesamowitym jest, że nie potrafimy się zachować tak jak chcieliśmy. Zachowujemy się tak, jak myślimy, że jest dobrze. Boję się powiedzieć jednej rzeczy, przypomnieć sobie kogoś. Uwierzyć. Tak po prostu… nie, nie chcę, nie mogę… To, na czym zbudowałem swój świat, nagle legło w gruzach – musiałem przewartościować cały swój światopogląd – a wciąż się boję, że nie jest on doskonały. Zadaję sobie trudne pytania, znajduję trudne odpowiedzi, po czym te trudne odpowiedzi, generują jeszcze trudniejsze pytania.

Jakieś chwile przekazują, przemykają i znikają. Oddalają się. Nastawiasz swój mózg tak, że wydaje ci się, że on cię nie słucha. Staram się nie poddawać, biorę spokojny oddech. Patrzę wprzód. Jeszcze jeden oddech. Jeszcze chwila. Wreszcie jest normalnie… Bez żadnych środków wspomagających. Odbiór rzeczy takimi, jakimi są. Nigdy nie myślałem, że ucieszę się, że jest mi dobrze bez niczego. Zakazany pośrodku własnego mózgu, zacząłem popadać w paranoję, szukać wzroków zagubionych. Wydawało mi się, że jest coś więcej niż dźwięk. Coś więcej niż przestrzeń. Wszędzie jednak pojawił się strach o teraz, o jutro, o dwadzieścia minut dziennika lub innego serialu codziennego.

Chwaliłem dzień, nie oszukując ich. Potem wziąłem podróżną teczkę, która jak dym powiodła mnie wysoko nie ruszając z miejsca. Amen. A przestrzeń chwaliła się ilekroć mogła. Popadała w dwanaście możliwych schematów. W dwanaście odwiecznych błędów Boga. Przestrzeń chciała posiadać, zamiast po prostu być. I nic na to nie poradzę, że jestem. Nic nie poradzę na to, że się śmiejesz. A ja patrzę teraz i ciągle uśmiecham się do tej małej dziewczynki, która próbuje wyrwać mi moją walizkę. Zaczynam mocniej ściskać mój telefon komórkowy, jakiejś tam marki. Ktoś z ósmego, zaczyna się w końcu upominać o te dwadzieścia sześć groszy, które mu obiecałem w zamian za dopchanie trabanta. Historie niczym wyjęte żywcem z Hrabala.

Miałem chwilę, by jeszcze raz przyjrzeć się kolorom. Jeszcze raz, popatrzeć głęboko w twoje oczy. Chciałem uwierzyć. Chciałem po prostu wrócić na początek tego co zacząłem przed chwilą pisać, a tak naprawdę montować, z różnych części moich myśli. Różnych fragmentów pourywanych tekstów. Niedokończonej filozofii wg samego mnie. Jedyny który jest, przeprasza mnie kiedy upraszam się o więcej. Skłamałem bym mógł płakać. Odjechałem wprzód tego, co jest. Wprzód tego, co się stanie. A stać się musi. Bo umarłem już dawno

Dodaj komentarz